W Dzień Ojca w Warszawie odbyła się kolejna konferencja GigaCon, poświęcona tym razem zarządzaniu projektami. Od początku zapowiadała się niezwykle interesująco i nie mogło zabraknąć tam przedstawicieli Biura Tłumaczeń VEROLING, którzy ze sporymi oczekiwaniami zjawili się w gościnnych progach hotelu Courtyard by Marriott.
Konferencja Project Management GigaCon 23 czerwca 2015 Warszawa

 

Zestawienie prelegentów na konferencji mogło zrobić wrażenie na każdym. Postawiono przede wszystkim na praktyków, zarządzających projektami w różnych branżach od wielu lat. Ich spojrzenie, nieraz odbiegającego od „podręcznikowego”, pozwoliło zobaczyć niektóre aspekty zarządzania projektem z nieco innej perspektywy. Większość ekspertów związana była z branżą IT, jednak ich pomysły i stosowane praktyki można było w większość zaimplementować również do innych dziedzin, także do branży lingwistycznej.

Konferencja rozpoczęła się od bardzo interesującego wykładu dotyczącego interesariuszy w poszczególnym projekcie. Ich identyfikacja jest kluczowa, zanim jeszcze tak naprawdę projekt wejdzie w fazę realizacji.
Ocena interesariuszy pod kątem zaangażowania i mocy sprawczych powinna stanowić pierwszy krok przed uruchomieniem projektu. Bardzo często popełniamy ten błąd, że dopiero w fazie realizacji identyfikujemy ludzi mających wpływ na projekt i ich nastawienie. Dobrą praktyką jest sprawdzenie, kto jest za tym, żeby projekt się udał, a dla kogo ewentualny sukces przedsięwzięcia może stanowić problem.

Umiejętna zmiana nastawienia tej drugiej grupy osób i przekonanie ich, że zrealizowanie projektu wpłynie na nich pozytywnie, jest pierwszym krokiem do sukcesu. Niestety nie zawsze jest to możliwe i w takich sytuacjach trzeba czasami posunąć się do drastycznych kroków, z odsunięciem tej osoby od spraw decyzyjnych włącznie. Na konferencji omówiony został właśnie taki przykład i był to bardzo ciekawy case, pokazując, że dobry kierownik projektów nie powinien bać się odpowiedzialnych, a często przykrych decyzji.

Bardzo ciekawe zagadnienie postawił przed zebranymi Marek Kowalczyk, pytając, skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Jako prelegent wykazał się bardzo wyluzowanym podejściem do swojego audytorium, niemniej poruszył sporo ważnych kwestii, bezpośrednio związanych z zarządzaniem projektami. Zwrócił też uwagę, że w zasadzie 40 lat temu kierownicy projektów mieli w zasadzie takie same problemy, jak my teraz, a rzekomo sprawdzone remedia, w większości okazują się nieskuteczne.

Wyszedł od założenia, że przyczyną każdego dojmującego problemu jest jakiś konflikt. Jego rozwiązanie albo złagodzenie pomoże nam ten problem rozwiązać. Dość ciekawie podszedł do zagadnienia terminowości w zarządzaniu projektami.
Zaproponował bowiem, żeby wyznaczać termin ambitny, ale możliwy do zrealizowania, a przy tym, żeby oszacowanie czasu nie było równoznaczne ze zobowiązaniem do oddania w danym terminie. Kierownik projektów powinien od początku zaplanować określony bufor czasowy, biorący pod uwagę pewne nieprzewidziane zdarzenia, na które nie mamy wpływu.
Jest to klucz do tego, by każdy etap projektu był wykonany na czas, ale też bez zbędnej presji, niewpływającej zbyt dobrze na jakość, która powinna przecież być priorytetem. Zapewne nie każdy może się zgodzić z takim podejściem do terminowości, ale trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawa koncepcja.

Na sam koniec z kolei organizatorzy przygotowali bardzo kreatywne prelekcje. Najpierw zastanawialiśmy się, czy ważniejsza jest fachowość, czy metodyka, natomiast zakończyliśmy na zagadnieniach związanych z design thinking. Jako przykład tego drugiego postawiony został projekt odnowy Dublina, w który włączyli się mieszkańcy irlandzkiego miasta. To bardzo innowacyjne przedsięwzięcie zakończyło się sporym sukcesem i może służyć za wzór, nie tylko dla włodarzy innych miast, ale też dla kierowników projektów, którzy mogą wyciągnąć z tego, jak w kreatywny sposób zaangażować w swój pomysł sporą grupę osób, mogącą czerpać z tego jakieś korzyści. O ile oczywiście najpierw te osoby zostaną odpowiednio rozpoznane. Była to niejako klamra spinająca całą konferencję.

Z pewnością nikt nie żałuje uczestnictwa w tym wydarzeniu, bo i charakter przedsięwzięcia był tak skonstruowany, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Wymiana doświadczeń z ludźmi z innych branż sprzyja wprowadzaniu nowych rozwiązań, dlatego z pewnością nie była to ostatnia konferencja, w której wzięliśmy udział.W końcu kto nie idzie do przodu, ten stoi w miejscu.

Rozmiar
Kontrast
Share via
Copy link
Powered by Social Snap