Dzisiaj mamy dla was garść inspiracji, która może być pomocna w procesie tworzenia nazwy firmy. Pamiętajcie, że to bardzo ważny element, od którego czasami może zależeć zarówno wielki sukces, jak i wielka klapa.

Dla wielu klientów poznanie samej nazwy stanowi pierwszy krok kontaktu. Warto zainspirować się gigantami rynku i sprawdzić, co oznaczając nazwy znanych marek. Ta wiedza może się przydać, gdy zabraknie nam pomysłu na chwytliwy termin, który wszyscy od razu skojarzą z naszą działalnością.

 

Słowo-klucz

Najłatwiej jest, gdy działalność będą prezentowały proste sformułowania, które od razu zapoznają klienta z naszą misją. Do czego przede wszystkim będą służyły klocki lego? Do zabawy, zatem duńskie leg got – czyli „baw się dobrze” – pasuje jak ulał. Stąd nazwa LEGO.

Podobnie jest z Sony, a raczej pochodną od łacińskiego sonus. To natomiast zrodziło w japońskim slangu lat pięćdziesiątych sformułowanie sonny boy. Mianem tym określano inteligentnego, eleganckiego i atrakcyjnego młodego mężczyznę.

Kolejnym mistrzem świetnej prezentacji swojej marki będzie z pewnością Reebok. A właściwie raczej inspiracja do jego stworzenia, rhebok, który w języku afrikaans oznacza typ antylopy. Cóż lepiej mogłoby przełożyć formę wymarzonych butów sportowych niż szybkość i gracja tego zwierzęcia?

Większość z nas już wie, że napoje takie jak Pepsi na początku wcale nie miały mieć orzeźwiającego zastosowania w postaci smacznego napoju, lecz były lekarstwem – na przykład na niestrawność, czym w języku twórców była dyspepsia. Skrócenie angielskiej nazwy tej nieprzyjemnej przypadłości miało godnie reprezentować przekonanie Caleba Bradhama, że stworzył właśnie świetne remedium.

Czasem zdarza się również tak, że jedno hasło zadecyduje o wielu aspektach firmy. Źródłosłowem Google wcale nie były gogle, a matematyczne sformułowanie googol (które zaprezentuje się najlepiej, gdy wyobrazimy sobie jedynkę i sto zer).

 

Zainspiruj się postacią

Bardzo często obserwujemy nazywanie firm imionami ich twórców. A jak podejść do tego zagadnienia kreatywniej niż po prostu  „sklep Basi”? Może tak jak Ingvar Kamprad, który oprócz swoich synonimów, nazywając swoją firmę, oddał także część farmie i miejscowości, w jakiej dorastał (Elmtaryd i Agunnaryd), co w rezultacie zrodziło jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie – IKEA.

Hołd komuś innemu niż sobie zdecydowali się oddać twórcy giganta początkowo ochrzczonego jako Kwanon, który jest teraz znany jako Canon. Nazwę zmieniono w 1935, wraz z wejściem na międzynarodowy rynek i już tylko w wymowie nawiązuje szczątkowo do swojego pierwowzoru – bogini buddyjskiej.

Strzałem w dziesiątkę może okazać się także sięgnięcie do literatury. Na ten pomysł wpadł założyciel Stabucksa, który nawiązał do postaci Hermana Melvilla, Starbucka, czyli pierwszego oficera pokładowego na statku, który sprowadzał (ówcześnie) elektryzującą nowość – kawę.

 

Niech akronim przemówi sam za siebie

Połączeniem tej i poprzedniej kategorii będzie nazwa drugiego z potentatów wyszukiwarek internetowych – YAHOO!, który z jednej strony jest odwołaniem do fikcyjnego gatunku znanego z „Podróży Guliwera”, a z drugiej akronimem od „Yet Another Hierarchical Officious Oracle” (jeszcze jeden zhierarchizowany system zarządzania bazą danych).

Niklas Zennström i Janus Friis mieli dobre przeczucie, że może i Sky Peer-To-Peer bardzo dobrze obrazuje ich produkt. Później, że Skyper będzie jeszcze właściwszą nazwą. Jednak dopiero skrócenie go do Skype z pewnością przyczyniło się do rozpoznawalności i sukcesu. I łatwiej zmieściło się na ikonie.

Trudno spotkać się z prostszą nazwą niż WD-40, określającą środek rozwiązujący 99% problemów ze szwankującym sprzętem i w 100% naprawiający skrzypiące drzwi. Od teraz zaczniesz ją kojarzyć ze zwrotem water-displacing, czyli „wypierający wodę”, oraz z tym, że środek doprowadzono do perfekcji za 40 razem.

Bądź szczery

Poruszyła Cię prostota WD-40? Przekona Cię w takim razie także sugestia jednego z członków zespołu Richarda Bransona, gdy ten rozważał, jak nazwać swoją wielozadaniową działalność, Virign – „jesteśmy totalnymi dziewicami, jeśli chodzi o biznes”.

Cel Jeffa Bezosa też był jasny i prosty. Poszukiwał nazwy, która ulokuje go jak najwyżej na liście alfabetycznej i tak padło na literę A. W ten sposób alfabetowi łacińskiemu zawdzięczamy globalną możliwość zakupu książek, elektroniki i wielu innych. Powitajmy Amazon!

Często jest też tak, że nie tylko w głowie, ale realnie najpierw tworzymy produkt, a dopiero później dopasujemy do niego nazwę, która oddaje jego istotę. A czasami po prostu zauważamy, że przyciski Blackberry przypominają cząstki owocu – takie jak „kuleczki”, z jakich składają się maliny czy jeżyny.

Nazwa nie ma znaczenia

A gdy wybrana przez Ciebie nazwa świetnie brzmi, ale nie ma żadnego znaczenia?

Nie przejmuj się! Światowy producent słodkości Haagen-Dazs chciał po prostu, by jego firma brzmiała duńsko. Brak żadnego sensu nie przeszkodził mu w zbudowaniu deserowego imperium.

Z podobnym problemem mogło zderzyć się ORACLE, które było w swoim zamierzeniu kodem tajnego projektu dla CIA i miał być bazą danych oferującą odpowiedź na każde pytanie.

Jak widać, czasami świetna nazwa jest kwestią przypadku, a czasami efektem świadomej analizy. Nie ważne jest jednak, jaką drogę wybierzemy, najważniejsze, by nazwa przyczyniła się do sukcesu i czasami w nietuzinkowy sposób zaprezentowała to, co chcemy zaoferować naszym klientom.

Powodzenia!

5/5 - (1 vote)