Wybór nazwy dla naszego start-upa wydaje się rzeczą banalnie prostą, która jest tylko uwieńczeniem poprzednio wykonanej pracy. Praktyka jednak pokazuje, że nie jest to aż tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać, a bardzo często wybrana nazwa ciągnie całe przedsięwzięcie w dół, marnotrawiąc wysiłek włożony w rozwój start-upa.

8226451812_88007f08df

Jak się okazuje, wybór nazwy jest jedną z kluczowych kwestii dla rozwoju naszego przedsięwzięcia. Według badań 53% ankietowanych mówi, że znajomość marki jest dla nich jednym z kluczowych elementów przy dokonywaniu wyboru. Odpowiednio dobrana nazwa może być wysokooktanowym paliwem, które pozwoli nam dojechać bardzo daleko i przyniesie spore zyski. Z kolei nieczytelna, źle dopasowana nazwa może okazać się hamulcem, który spowolni nasz rozwój i przyczyni się do zmarnotrawienia środków, które przeznaczyliśmy na promocję i marketing.

Twórcy start-upów bardzo często popełniają te same grzechy i nie uczą się na błędach swoich poprzedników. Warto więc zwrócić uwagę na kilka najczęściej występujących błędów, aby uniknąć ich w trakcie tworzenia i rozwoju swojego start-upu.

1. Brak lokalizacji nazwy – bardzo często zdarza się, że nazwa, która w naszym języku brzmi dobrze, dla mieszkańców innych krajów może być śmieszna, irytująca, a nawet obraźliwa. Koronnym jest tutaj przypadek firmy Osram, której żarówki w Polsce nie kojarzyły się zbyt dobrze. Aby uniknąć takich wypadków i nie pociągnąć swojego przedsięwzięcia w dół, warto skonsultować się ze specjalistami, którzy pomogą nam odpowiednio zlokalizować nazwę.

2. Pominięcie specyfiki języka – każdy język ma swoją specyfikę i właściwe znaczenie dla poszczególnych słów. Często zdarza się, że to samo słowo ma różne znaczenia, o czym boleśnie przekonała się firma Electrolux. W Europie promowali swój produkt sloganem „Nothing sucks like an Electrolux”, co przynosiło bardzo dobre rezultaty. Niestety postanowili skorzystać z niego, wchodząc na rynek amerykański. Tam słowo „sucks”, kojarzące się na Starym Kontynencie z wciąganiem, ma całkowicie pejoratywne znaczenie i jest synonimem badziewia.
3. Ignorowanie systemu zapisu – błąd szczególnie częsty przy przedsięwzięciach na rynkach, gdzie stosuje się alfabet inny niż łaciński. Jest to bardzo dobrze widoczne na przykładzie alfabetu chińskiego. Dla przykładu przeglądarka Bing w tłumaczeniu oznaczała wirusa, co kojarzyło się bardzo negatywnie. Rozwiązaniem okazał się zapis Bi Ying, co z kolei po tłumaczeniu oznaczało „Bezbłędna odpowiedź”, czyli idealną reklamę wyszukiwarki.

4. Zapominanie o wymowie – nawet, kiedy wydaje nam się, że mamy dobrą nazwę, musimy pamiętać o tym, że w niektórych krajach jej wymowa może być bardzo dwuznaczna. Dla przykładu w języku mandaryński słowo cztery („si”) wymawia się w zasadzie tak samo, jak śmierć („sǐ”). Z kolei właściciel marki Puffs nie wziął pod uwagę, że w Niemczech bardzo podobnie wymawia się słowo burdel. Podobny przypadek pojawił się w Rosji, gdzie na rynek przekąsek weszła marka Mondelez International. Jednak jej wymowa oznacza slangową nazwę aktu seksualnego.

5. Kopiowanie nazw – często wydaje nam się, że jeżeli nasza nazwa będzie przypominać inne z tej samej branży, to przyciągnie to do nas klientów. Nic bardziej mylnego! Nie dość, że możemy narazić się na pozwy sądowe od konkurencji, to dodatkowo wprowadzamy zamieszanie w głowach klientów, którzy mogą mylić nasze produkty bądź kojarzyć z kimś innym.

6. Brak dbałości o nośność nazwy – jeden z najczęściej popełnianych błędów wśród ludzi tworzących start-upy. Nazwa ma być wyróżnikiem naszego produktu, wytrychem otwierającym nam drzwi do domów naszych klientów. Jej nośność jest jednym z najważniejszych kryteriów w ocenie skuteczności nazwy. Dlatego poza zadbaniem o poprawność trzeba pomyśleć także nad tym, by nie była nudna. Jeżeli ktoś nazywa swoją firmę komputerową np. „Komputer i Ty” albo swój produkt związany z dokumentacją elektroniczną „E-dok”, raczej nie wbija się w pamięć klienta. A o to przecież chodzi!

7. Nadmierna specjalizacja – dobrze, jeżeli dla twórców nazwa jest zrozumiała i jasna w przekazie. Gorzej, jeżeli tylko dla nich. Trzeba pamiętać, że nazbyt specjalistyczna nazwa albo nic nie powie klientowi, albo wywoła u niego rozmaite skojarzenia, nad którymi nie będziemy mogli zapanować. Dlatego nie wolno przesadzać ze specjalistycznymi nazwami, czego ciekawym przykładem jest M202, czyli stacja dokująca do iPoda.

To kilka najczęściej spotykanych błędów, które jednak mocno rzutują na odbiór naszej marki. Zwłaszcza na początku naszej drogi mają spore znaczenie, ponieważ utrudniają wejście na nowy rynek. Tworząc start-upy powinniśmy zatem wziąć to wszystko pod uwagę i powierzyć tworzenie albo implementowanie nazwy profesjonalistom, czy to z agencji marketingowej, czy też z biura tłumaczeń. Wtedy mamy pewność, że nasza nazwa nie będzie nas kompromitować w oczach klientów, a wręcz przeciwnie, pozwoli nam wbić się do ich świadomości. Pewnie będzie to rozwiązanie droższe, niż gdy wszystko zrobimy sami, ale czy ewentualne pomyłki nie będą dużo bardziej kosztowne?

Rate this post